Aktualności / Reportaż z wycieczki „Szlakiem literackim”

Czy szkolne wycieczki mogą być ciekawe?

Zapytałam Kamili, jak sądzi, co nas czeka dzisiejszego dnia.

– Szczerze? Wycieczki szkolne rzadko bywają ciekawe. A jak już, to na tych ciekawych nie ma nic związanego z nauką. A dziś? Dzisiaj cały dzień będziemy słuchać o życiu pisarzy, jakby nic ciekawszego nie było do roboty. Pocieszam się tym, że przynajmniej nie ma lekcji. Wszystko jest lepsze od  siedzenia ośmiu godzin w ławce.  Eh… może chociaż ognisko będzie „fajne” – powiedziała dziewczyna, po czym odwróciła się i wróciła do rozmowy z Ulą.

Czwartego października 2018 roku uczniowie klas ósmych ze Szkoły Podstawowej nr 26 im. Andrzeja Struga w Krakowie zebrali się  o 7:50 rano w pobliskim parku, oczekując autokaru, którym mieli podróżować w trakcie wycieczki. Wszyscy chcieli szybko wejść do pojazdu, aby zająć upragnione miejsca. Pomyślałam, że nigdy nie zrozumiem, po co ludzie robią taki tłok. Gdy około połowa uczniów „wepchnęła” się już do środka, reszta ustawiła się w kolejce i zaczęła powoli podążać za swoimi poprzednikami. Ruszyliśmy, a pani przewodnik radośnie opowiadała nam o zasadach, których powinniśmy przestrzegać.

– Myślisz, że poza nami ktokolwiek słucha przewodniczki? – zapytałam mojej koleżanki Julii.

– Nie wiem – odpowiedziała. – Maciek już dawno jest w swoim własnym świecie – uśmiechnęła się  radośnie, spoglądając na naszego kolegę ze słuchawkami na uszach.

W autokarze było ciepło i przyjemnie. Zapytałam Kamili, jak sądzi, co nas czeka dzisiejszego dnia.

– Szczerze? Wycieczki szkolne rzadko bywają ciekawe. A  jak już, to na tych ciekawych nie ma nic związanego z nauką. A dziś? Dzisiaj cały dzień będziemy słuchać o życiu pisarzy, jakby nic ciekawszego nie było do roboty. Pocieszam się tym, że przynajmniej nie ma lekcji. Wszystko jest lepsze od  siedzenia ośmiu godzin w ławce.  Eh… może chociaż ognisko będzie „fajne”– powiedziała dziewczyna, po czym odwróciła się i wróciła do rozmowy z Ulą.

Moje nastawienie do wyjazdu było podobne…

Pierwszym przystankiem na naszej trasie był Dworek Mikołaja Reja w Nagłowicach. Dworek jest naprawdę piękny. Jednak równie wielkie wrażenie robi otaczający go park w stylu angielskim. Wielu uczestników, w tym Ula, było zachwyconych rękopisami znajdującymi się w muzeum: „W dzisiejszych czasach niewiele osób ma tak ładny i staranny charakter pisma” – stwierdziła.

Będąc w muzeum, dowiedzieliśmy się nowych rzeczy zarówno o twórczości, jak i o życiu Reja- ojca polskiej literatury, autora słów: „A niechaj narodowie wżdy postronni znają, iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają”. Po wyjściu z rekonstrukcji dawnego domu Mikołaja usiedliśmy razem w parku, by zjeść drugie śniadanie przed powrotem do autokaru.

 Potem udaliśmy się do Kielc. Zwiedziliśmy aleję sław, podziwiając znajdujące się  w niej popiersia znanych Polaków, np. Marka Grechuty, Tadeusza Kantora, Stanisława Lema i Ignacego Paderewskiego. W drodze do Muzeum Lat Szkolnych Stefana Żeromskiego, przeszliśmy przez  zapierający dech w piersiach park im. Szarych Szeregów. Był bardzo zadbany i czysty. Po drodze zauważyliśmy w nim klatki z ptakami, przypominające te, znajdujące się w zoo.

– Najzabawniejszy jest ten kogut. Ma ogon nastroszony, jakby chciał udawać pawia –  rzekł mój kolega Maciek, patrząc na zwierzę.

Pani przewodnik opowiadała nam coraz więcej ciekawostek, a moje pierwsze wrażenie o tej wycieczce zaczęło się zacierać.

Dotarliśmy do muzeum. Było ono kiedyś szkołą, do której uczęszczał Żeromski. Pani przewodnik pokazała nam m.in. piękne drzewo genealogiczne jego rodziny, wyszywane złotymi nićmi oraz salę stylizowaną na dawną klasę lekcyjną.

-Stosowane wtedy metody karania uczniów były okropne! To zdecydowanie zbyt brutalne! – stwierdziła Nikola.

Pani, chcąc zażartować, spytała, kto ma ochotę przetestować jedną z tych metod na własnej skórze. Moją koleżankę zdziwiła ilość podniesionych w górę rąk. Spojrzała na mnie z niedowierzaniem, gdy zobaczyła, że moja ręka też jest wysoko w górze.

Po wyjściu z muzeum odczuliśmy wielki chłód. Najszybciej, jak to było możliwe, ruszyliśmy w drogę powrotną do autokaru. Mocno zmarznięta powiedziałam do Julki, iż mam wrażenie, że najlepszą częścią tej wycieczki jest jazda autokarem. Tutaj przynajmniej jest ciepło. Julka zaś tylko popatrzyła na mnie, po czym zajęła się rozmową z Szymonem.

Nie dane nam było siedzieć długo w ciepełku. Wkrótce wysiedliśmy w Oblęgorku, po czym ruszyliśmy w stronę  Muzeum Henryka Sienkiewicza. Musieliśmy iść daleko „pod górkę”, zanim dotarliśmy na miejsce.  Muzeum znajduje się w starej rezydencji. Pięknie urządzone wnętrza, w większości zawierają oryginalne meble. Zdziwiło to większość z nas.  Każdy kąt wypełniają obrazy, książki pisarza oraz jego ulubionych autorów. W domu można znaleźć tez pamiątki po jego licznych wyprawach do obcych krajów. Na mnie, jako miłośniczce Japonii, największe wrażenie zrobił japoński parawan znajdujący się w sypialni. Był naprawdę  wspaniały. I wcale nie wyglądał na aż tak stary. Julia natomiast z zachwytem wpatrywała się we wszystkie obrazy powieszone na ścianach.

Kolejna niespodzianka czekała na pierwszym piętrze. Gdy wyszliśmy na górę po drewnianych schodach, pan przewodnik pokazywał nam przedmioty należące kiedyś do pisarza, a obecnie znajdujące się w podświetlanych, białych szafkach.

– Ale super! – krzyknął ktoś z tłumu uczniów, próbując przedostać się na jego początek. Przewodnik otworzył bowiem nieoczekiwanie pokój ukryty za szafkami.

– Chciałabym mieć takie „coś” w swoim domu. To niesamowite! – przyznała Jagoda. Wszyscy słuchali z zaciekawieniem tego, co opowiadał przewodnik.

– Czy to nie zabawne, że każdy z pisarzy, o których dzisiaj mowa, przynajmniej raz powtarzał klasę? – zapytałam mojej koleżanki Gabrysi.

– Widzisz? Może ty zostaniesz w takim razie wspaniałym chemikiem? – zaśmiałyśmy się obie, po czym udałyśmy się za resztą grupy do szatni. Tu podziękowaliśmy przewodnikowi, a on uśmiechnął się do nas serdecznie, zapraszając do ponownego odwiedzenia muzeum.

                W specjalnie przygotowanym miejscu, znajdującym się  niedaleko dworku rozpaliliśmy ognisko. Gdy wszyscy upiekli kiełbaski, usiadłam między moimi znajomymi i zapytałam: „Co wam się najbardziej podobało?”.

– Zdecydowanie ognisko! – zaśmiała się Ula. – A tak naprawdę to drzewo genealogiczne w Muzeum Żeromskiego.

Słysząc to, Kamila powiedziała:  „Jestem mile zaskoczona. Było o wiele ciekawiej, niż przypuszczałam. Jednak najbardziej podobał mi się ukryty pokój u Sienkiewicza.” „Moim zdaniem kura w parku była najlepsza”- usłyszeliśmy z ust Jaśka.

– Ja zdecydowanie wybieram to muzeum – stwierdziłam, wskazując palcem w stronę białego budynku, który niedawno opuściliśmy. – Przewodnik opowiadał tak ciekawie, że nie mogłam przestać słuchać. Warto było iść taki „kawał drogi”, by to zobaczyć – przyznałam szczerze.

Droga do autokaru minęła nam szybko i spokojnie. W trakcie powrotu do szkoły wiele osób starało się walczyć ze zmęczeniem i nie zasnąć. Mi się, niestety, nie udało, więc Julia obudziła mnie tuż przed przyjazdem na miejsce. O godzinie 18:30 wysiedliśmy z autokaru, witając się z naszymi rodzicami. Pożegnaliśmy  się ze sobą i z naszą wychowawczynią, dziękując jej za opiekę nad nami. Mimo zmęczenia wciąż byłam bardzo podekscytowana i z radością mogłam stwierdzić jedno:  „To była naprawdę ciekawa i udana wycieczka!”.

Angelika Gaik, kl. 8a